Jak wygląda dzień prowadzącego firmę w Wielkiej Brytanii ;)

Jak wygląda dzień prowadzącego firmę w Wielkiej Brytanii?
Generalnie dzień z życia prowadzącego firmę w UK jest bardzo lajtowy 😉
Gdy słońce wedrze się do mojej sypialni, muska moją twarz i powoli budzę się. Kawa, która automatycznie zaparza się na punkt 9:00 już pachnie. Schodzę i zazwyczaj moja żona już przygotowuje dla mnie muesli z jagodami goji, lub jajka po wiedeńsku. Mniej więcej około godziny 10:00 wychodzę z domu i jadę do biura. Strażnik kłania się przy bramie po czym wchodzę do szklanego budynku w którym moje biuro jest na ostatnim piętrze. Wchodzę do biura i sekretarka przynosi mi dzisiejszą gazetę. Trochę niezdarnie jej to dzisiaj wyszło i zaczyna walić mnie nią mocno po twarzy… Zaraz! Co jest?!?  Ehh, no tak… znowu nasza córeczka spała z nami i właśnie dostałem kopniaka w twarz… Budzę się? Ktora jest? Już 7:40? O shit! Miałem być w pracy o 8:00. Widzę się z klientem o 10:00 a miałem się jeszcze przygotować. Zadzwonił w zeszłym tygodniu, że chciałby nanieść poprawki do kontraktu no i oczywiście. Po co po prostu podpisać. Zachciało mu się zmieniać warunki, dodawać mi pracy i najlepiej żebym zrobił to w tej samej cenie bo może się rozmyślić…
Więc zostaje mi jakieś realnie 45 minut aby przygotować to dla niego. Nie zjem śniadania, kawę zrobię sobie to kubka i wypiję w aucie. Spotkanie z klientem godz. 10:00 – trzeba liczyć przynajmniej godzinę.
11:30 dojadę do biura – sprawdzę maile i odpiszę na kilka innych. Odrzucę parę połączeń z zastrzeżonego numeru – znowu dzwoni jakiś dupek próbujący odzyskać dla mnie odszkodowanie za PPI… Miałem 3 lata temu!!! Proszę mnie wypisać! Google – jeżeli to czytasz to skasuj mnie ze wszystkich baz danych. Za wyjątkiem tych gdzie przysyłają mi na maila zdjęcia „chivettes” 😉 Keep calm and carry on!
ok 12:00 lunch. Spoko dzisiaj zjem w Sucre (taka malutka kafejka lokalna w której pracuje cała rodzina, a babcia gotuje zupy – palce lizać).
13:00 Biuro – trzeba spotkać się i zobaczyć jak idą projekty, sprawdzić i pomyśleć co zmienić. Problemów jest 100 jak zwykle. Czasami wolałbym pracować w spożywczym… Albo w jakimś wyluzowanym start-upie gdzie wszyscy leżą cały dzień na bean bagach… Na pewno tam nie mają problemów. i wszyscy cały dzień chodzą uśmiechnięci i szczęśliwi. Oczywiście to pewnie jest trochę tak jak w tej piosence „grass is always greener on the other side”.
Wracając do mojego dnia – jak przebiega dzień prowadzącego firmę w Wielkiej Brytanii (ciężko walnąć keyword w tekście o niczym:))
15:00-16:00 Zazwyczaj już tyle mam pracy, że nie wiem gdzie mam ręcę włożyć. Ktoś dzwoni z problemem, który tylko ja mogę rozwiązać. Klient chciałby jeszcze raz się spotkać, a żona pyta o której będę w domu 🙂  Czasami mam spotkanie z klientem o godz. 18:00 lub kolacja i wtedy mam czas i siłę już tylko żeby przytulić dzieciaki…
Ale muszę przyznać, że nie zamieniłbym tego na nic… Czasami problemy są owszem, ale często ekscytacja z udanego dealu. Czasami świetny email lub sms od klienta, który jest bardzo zadowolony. Są wzloty i są upadki ale generalnie sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem…
Pozdrawiam i miłego dnia!
Wiem, że może nie powinno się o to prosić, ale jeżeli podobał się Wam ten tekst to udostępnijcie go na FB lub po prostu polubcie 🙂 Dużo to dla mnie znaczy… 🙂

Comments

  1. By Joanna

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *